I po co mi taka wielka???

Wczoraj pisałam o robótkowej niemocy w związku ze zbyt dużą ilością robótek w koszyku.
Dziękuję za wszystkie dobre słowa i porady, i łączenie się w bólu - jak dobrze, że taka sytuacja nie tylko u mnie:)
Yadis i dorkamikrus poradziły mi bym wzięła robótkę, której najmniej brakuje do końca. Wzięłam to białe ze środka zdjęcia - szal z moheru, wykonany według mojego własnego przepisu: Butterfly Effect. Był tylko do blokowania. Ale...
No właśnie u mnie b. często z robótkami jest ALE.
Tego białego moheru miałam trochę mniej metrów niż tej żółtej włóczki z oryginału. Pomyślałam jednak, że tylko trochę mniej i na pewno się zmieszczę... - niedoczekanie moje. Nie pomyślałam, że druty grubsze, więc oczka większe - więcej włóczki wychodzi. Kiedy kończyła mi się włóczka panicznie zaczęłam skracać wzór, skrócony końcowy kant nie wyszedł jako zakończenie elastyczne. Sprułam wczoraj, dorobiłam zakończenie z białej Sonaty. Ładnie wyszło, ale do blokowania źle się naciągało. Dzisiaj sprułam jeszcze raz i przerobiłam kant, by wyszły w chuście zęby...
(Swoją drogą to wiedziałam, ale już nigdy, nigdy, ale to przenigdy NIE będe pruć MOHERU!!!)
Ale jak zaczęłam blokować to przeraziłam się wielkością chusty - córcia skwitowała, że jak obrus na weselny stół.
Lubię duże chusty, ale bez przesady....
Więc uważajcie - jak bierzecie dużo grubsze druty to i włóczki więcej wychodzi, i wielkość się zmienia.. Niby wiedziałam, ale przekonałam się w praniu.
Niemądrze jest się uczyć na własnych błędach, ale lepiej się kiedyś nauczyć niż sądzić, że się wie.
Też macie w swojej historii robótkowania jakieś wpadki?