Czerwone maki

Zbierając teraz latem pięknie wyrośnięte maki przyszło mi do głowy, że właściwie moją czerwoność na drutach mogę nazwać makiem, a że prułam go wtedy strasznie dużo to wyszedł zdziczały mak czyli Wild Poppy.

Taki dziki był do końca, bo nie zawsze mogłam go ujarzmić, ani sweter, ani wzór ażurowy i długo mi się go dziergało, ale wreszcie jest - na razie zdjęcie z blokowania, bo warunki zdjęciowe cienkie trochę z powodu czarnych chmur. (Chyba następne moje swetrzysko nazwę: "Czarne chmury")

Na koniec bardzo, ale to bardzo dziękuję wszystkim za cudownie miłe komentarze pod moim jedwabnym sweterkiem. I cieszę się bardzo, że wyrabianie dziurek do guzików się przydało :) )
Nie komentowałam ostatnio komentarzy, ale zajęta byłam rzeczami niespodziewanymi i niechcianymi... i czas tak dziwnie mi się poukładał, że zabrakło go na bloga....
(Jakby kto miał za dużo czasu to ja bardzo chętnie przejmę jego nadwyżkę - zapłacę włóczką, bo mam jej sporo, a czasu za mało ;) )
Mam nadzieję, że macie gdzieś trochę za dużo czasu... - schowanego na czarną godzinę....