Wełenka Wensleydale



W tej chwili wygląda to tak:
Jeden kłębuszek, jedna część na wrzecionie i jedna jeszcze na wolności.

Uporałam się z włóczką Wensleydale - nie powiem, że bez wzlotów i upadków - strasznie długi czasami włos plątał mi się niemiłosiernie, wszystkiego było za dużo, ale go w końcu opanowałam i chyba opracowałam własną jego metodę przędzenia....

Podzieliłam na węższe pasy - albo samo się podzieliło. Potem doczytałam, że tak się robi, więc przestałam mieć nieczyste sumienie, że coś robię nie tak...

W każdym razie nie mogę już się doczekać kolejnego etapu - farbowania....
O ile nie poplątałam czesanki, to mam nadzieję nie sfilcować teraz włóczki....