Marzenie o robieniu na drutach....

Napiszę dzisiaj coś dziwnego....
Marzę o robieniu na drutach....
O tym, by przerobić kilka, nie - kilkanaście rzędów - nasycić się.
Nic prostszego - wystarczy wziąć do ręki, robótkę, która leży przede mną...


Niestety.

Postanowiłam, że najpierw skończę pisać wzór mojej ostatniej chusty.
Możecie wierzyć, albo nie, ale pisanie takiego wzoru jest niezmiernie pracochłonne.
Pisałam w piątek, w sobotę, niedzielę - pisałam i tłumaczyłam na inne języki.
Oczka prawe i lewe, narzuty i diagramy tańczą mi przed oczami w różnych językach i nie pozwalają dziergać....

No bo jak wezmę druty do ręki to będzie zero pisania... Bo druty potrafią zawładnąć czasem.
Także nadal piszę i patrzę na kolorowy kłębek przede mną i myślę, że właściwie to i tak nie będzie z tego za dużo dziergania ponieważ muszę narysować diagram.... - do następnego wzoru....

I dlatego nie pisałam tutaj długo, no bo o czym pisać? O tym, że piszę? Coraz częściej zaczynam dochodzić do wniosku, że życie pisacza wzorów ma mało wspólnego z życiem dziergaczki....

No dobra - lecę pisać dalej, bo nigdy nie skończę, a przez to i nigdy nie złapię za druty. Trzymajcie proszę kciuki, by prosto i gładko poszło to pisanie....
A ja nadal będę marzyć o robieniu na drutach...