Historia pewnej znajomości....

Dawno, dawno temu kiedy miałam 6 a może już 7 lat zaznajomiłam się z robieniem na drutach. Poprzez wspólną znajomą czyli moją mamę poznałam oczka prawe. Na śmierdzących metalem drutach pończoszniczych przeciągałam tak ciasne oczka, że czasami dłubałam kilka minut w jednym oczku aż wdłubałam w nie drut, palcami narzucałam włóczkę po drugiej stronie i nie pytajcie jak udawało mi się ją przeciągnąć, bo tego dzisiaj nie wiem...
Hmm... - widocznie taki ich charakter..., zawsze potrafiłam uszanować odmienność innych - nawet jeśli za bardzo nie pasowało to z moim charakterem...

Jakkolwiek w tym przypadku po kilkudniowej walce na śmierdzące metalem nieprzyjemne zimne druty z tarczą z pomarszczonej włóczki ze sprutego sweterka wywiesiłam białą flagę...

Wkrótce jednak na tak zwanych zajęciach praktyczno-technicznych mieliśmy zrobić szalik. Ku mojej radości dostałam w prezencie nowe długie druty z czerwonymi kulkami na końcu, też metalowe, ale już tak strasznie nie śmierdziały... A do tego całkiem nową włóczkę w kolorze ciemno-szarym, której składem nikt się nie interesował, bo to było wtedy najmniej ważne...

Na lekcjach obok mnie rósł w zastraszającym tempie - wręcz metrami - szalik w rękach Małgorzaty, A na moich pięknych nowych drutach jakoś rosnąć mu się nie chciało. Wręcz przeciwnie - oczka z niego uciekały, nie chciały się przerabiać, a te które już do tego zmusiłam wychodziły krzywe i nieoswojone...
Nikt mnie wtedy nie pocieszył, że druty Małgorzaty były dwukrotnie grubsze i włóczka też. A na moich trójeczkach nie było mowy by szalik rósł w takim samym tempie. A ja sama mimo iż patrzyłam, nie pojmowałam, że druty mogą być różnej grubości.
W końcu szalik powstał... Co prawda nie można go było zarzucić przez ramię, albo zawiązać, ale do czego w końcu wymyślono agrafki?

Przeraziłam się kiedy po robieniu sałatek, kanapek i galaretek powróciliśmy ponownie do drutów...
Tym razem miała to być czapka... Ciekawe, że nikt nie miał żadnego wzoru, żadnej gazety, nikt nie umiał więcej niż prawe i lewe oczka, i nagle miał wymodzić czapkę...?
Po moim krótkawym szaliku z krzywych oczek, które miały być ściegiem francuskim umarłam - jak ja zrobię czapkę tak z powietrza???

Małgorzata obok machnęła już jedną czapkę, potem jeszcze szalik i narzucała oczka na kolejną. A ja siedziałam nad moimi trójeczkami i nowym (ponownie nowym kłębkiem ciemno niebieskiej włóczki bez wiadomego składu) i modliłam się o jakieś objawienie...

Objawienie skończyło się desperacyjnym narzuceniem 150 oczek na czapkę, bo skąd mogłam wiedzieć, że to za dużo, czy też za mało (150 wydawało mi się wtedy bardzo dobrą liczbą) i strachem przed kolejną lekcją.

Na kolejnej lekcji niektóre czapki się pokończyły, a ja dłubałam pomaluśku moje 150 oczek w tę i z powrotem tworząc krzywego, zwyrodniałego francuza... 150 oczek mieściło się ledwie na moim drucie do czerwonej kulki i wtedy podeszła do mnie Pani Okońska i powiedziała, że chyba ta czapka wychodzi za szeroka... Pomyślałam, że w ogóle o tym nie pomyślałam i kiedy popatrzyłam na pokończone dookoła czapki i zrozumiałam, że ja muszę pruć i zaczynać od początku umarłam po raz kolejny.



Ale ponieważ zaczęła mnie zżerać od środka wykluta nie wiadomo skąd ambicja wykopałam z piwnicy stare "Wykroje i wzory" mojej mamy i zaczęłam studiować zupełnie obcy mi język programowania. Pytałam nawet mamę o tam chodzi, ale usłyszałam: "Ja tego nie rozumiem dziecko kochane"....
No cóż - postanowiłam zrozumieć sama... Nie miałam nikogo kto robił na drutach, kogo mogłabym zapytać, nie miałam You Tuba, Internetu, żadnej książki na temat... - zaczęłam jeszcze raz studiować "Wykroje i wzory", opisy i zdjęcia. Dołożyłam do niebieskiej włóczki trochę białej z odzysku, ze sprutej czapki mamy, wzięłam nitkę podwójnie i w weekend powstała czapka ściegiem gładkim z wrabianymi paskami i prostokątami, a ja urosłam we własnych oczach od razu o kilka metrów wzwyż.
Po jakimś czasie biegało kilka podobnych czapek po szkolnym boisku, a ja nawet nie pomyślałam, że to był mój pierwszy wzór, pierwsza zaprojektowana czapka z sukcesem. (Byłam wtedy w czwartej klasie szkoły podstawowej).
Z niewiedzy, z otchłani i czarnej dziury stworzyłam zupełnie samodzielnie mój mały pierwszy dziewiarski sukces...

Dlaczego piszę o tym wszystkim?
Dlatego by pokazać tym wszystkim, którzy do mnie piszą i pytają, że nie jestem dziewiarskim bogiem, który zawsze wszystko wiedział i umiał. Zaczynałam dokładnie tak samo jak wy. Oczka na drucie były za ciasne, albo za luźne, nagle było ich za mało, albo za dużo, boki były krzywe, całość nieciekawa, ale nigdy się nie poddawałam. Widziałam, że było źle, ale robiłam dalej. Nie podobało mi się, ale dążyłam do tego, żeby następnym razem byłe lepiej. Jeśli czegoś nie umiałam to szukałam najpierw sama odpowiedzi, próbowałam, testowałam...

Dostałam na dniach takie pytanie: "nie daję sobie rady z tymi krzyżowanymi oczkami, wiem, że jest do nich opis, ale druty to dla mnie magia... - może jakiś filmik?"
Albo: " Nie wiem jak zrobić reglan. czy mogłabyś to pokazać?"
Albo: "Jak sobie poradzić z paskami? Czy możesz podpowiedzieć?"

Czy to nie pachnie aby trochę lenistwem i schodzeniem na łatwiznę?
Jeśli druty są magią to oswój się najpierw z nimi, popatrz na nie, potrzymaj je, zacznij od francuza z prawych oczek, który może i wyjdzie ci zwyrodniały, ale następny na pewno będzie lepszy. Nie rzucaj się od razu na głęboką wodę, której nie rozumiesz, i która może się pochłonąć. Miej oczy otwarte i odkrywaj sama błędy. Testuj, próbuj, kombinuj - myśl i jeszcze raz myśl.
Jeśli dostaniesz coś podane na tacy to zapomnisz niedługo, ale jeśli rozwiążesz jakiś mały problem sama to zapamiętasz to do końca życia.
Przygotowanie, nakręcenie dziesięciominutowego filmu, jego obróbka, by wyglądał dobrze, wysłanie na YouTube i opisanie go trwa kilka godzin. Także proszę, popróbuj najpierw sama zanim do mnie napiszesz. Spróbuj nie tylko raz, ale dziesięć razy.

Przy okazji powiem też, że otrzymuję listy od osób, które mówią, że im pomogłam moimi filmami, że się nauczyły, że próbują dalej i że idzie coraz lepiej. Cieszę się bardzo, że mogę pomóc i że daje to dobre efekty. I że są osoby, które prą dziewiarsko do przodu i nigdy się nie poddają.

Ja sama dzisiaj potrafię odkryć zrobiony błąd już w kolejnym rzędzie przy robieniu np. ażurów. Widzę, kiedy oczka się nie zgadzają i dokładnie wiem kiedy coś jest nie tak. Potrafię zobaczyć błąd na zdjęciu nawet jeśli jest to tylko oczko przekręcone. Przez te długie lata nauczyłam się dziergać ze zrozumieniem szukając, kombinując, czytając, testując i obserwując. Nigdy nikogo nie pytałam, bo nie miałam kogo. W pewnym momencie wydawało mi się, że tylko ja robię na drutach a wszystkie inne dziewiarki wymarły jak dinozaury ponieważ klimat się zmienił.
Ty też możesz być w tym samym miejscu co ja, tylko testuj, próbuj i myśl.

Dzisiaj jest łatwiej - jest więcej książek, stron na Internecie, moje porady na YouTube a także kurs "Dziergaj ze zrozumieniem" - bo nie ma nic lepszego niż wiedzieć jak się robi na drutach i dlaczego robi się tak a nie inaczej....