Też tak macie z robótkami?

To znaczy tak, że jeszcze nie skończyłyście jednego projektu już myślicie o kolejnym? Albo nawet o dwóch kolejnych? Trzech, albo nawet czterech?

Tak, zmuszam się, żeby skończyć tę chustę - zwłaszcza, że w tej chwili zostało mi tylko kilka rządków.



Ale bardzo intensywnie myślę o tym, co by tutaj zrobić dalej.
Tzn. u mnie nie ma tego problemu, że nie wiem co dziergać. U mnie jest problem, że nie wiem co wybrać z planów, które stoją w kolejce....

Chcę to i chcę tamto, i potem mam pozaczynanych kilka robótek. Nie wspominając o tym, że już na obecną chwilę mam ich kilka zaczętych. I nie wiem czy to jest aby zdrowe?

Potem kolejne pomysły wdzierają się do wyobraźni i planuję skończyć szybko to  i tamto, ale czas płynie nieubłaganie i projekty nie kończą się niestety, a ja nadal wymyślam nowe?

Potem układam, segreguję, postanawiam od początku i ponownie wymyślam nowe projekty...
Czy jeśli ma się do czynienia w tak intensywny sposób z pasją też można się wypalić?

Dobrze - nie mam zamiaru więc to ja na spokojnie skończę najpierw tę szarą chustę i zblokuję czekające gotowe Nurmilintu.

A potem dopiero zacznę coś nowego.
Co to będzie? Na pewno coś małego - chociaż kusi mnie sweterek...

A jak u Was z pomysłami zaczynania nowych robótek? Też czasami macie wrażenie, że za dużo chęci i pomysłów i albo tempo zbyt wolne, albo za mało czasu?