Dlaczego spotkania robótkowe i włóczkowe są nam potrzebne?

Do napisania tych kilku słów na temat dlaczego spotkania robótkowe i włóczkowe są nam potrzebne zainspirował mnie dziewiarski festiwal w Edynburgu, na którym byłam na początku marca.

Do domu wróciłam z uczuciem jakbym wylądowała z zupełnie innej planety nie tylko z zapasem nowych włóczek, ale także z przerobioną osobowością z "normalnego" człowieka na istotę z duszą uplecioną pięknymi ściegami przede wszystkim z merinosów z  jedwabiem i na dodatek ręcznie farbowanych.

Byłam pod wrażeniem nie tylko pięknych włóczek i wszystkich produktów na tym spotkaniu, ale przede wszystkim ogromem ludzi, którzy przewijali się przez to miejsce.

Był bowiem taki czas w moim życiu, kiedy to wydawało mi się, że jestem ostatnią osobą na tej planecie robiącą na drutach. Nigdy nie miałam obok siebie ani babci, ani cioci, ani sąsiadki czy też koleżanki, która robiłaby na drutach. Byłam sama wyznająca to rzemiosło i otaczające osoby patrzyły na mnie co najmniej dziwnie. Czułam się z tym na tyle inna, że nie miałam nawet odwagi przyznać się, że dzierganie było moim hobby. Bo jakoś tak dzierganie nie mogło być hobby. Było zbyt staroświeckie, by mogło być hobby. Zbieranie znaczków, sklejanie plastykowych samolotów z gotowych części, czy też zbieranie pustych puszek po piwie pasowało jako hobby, ale robienie na drutach nie...

Więc na pytanie co jest moim hobby odpowiadałam: "nie mam żadnego."
I to też powodowało, że czułam się jakaś tak niedorobiona, niepełna, żeby nie powiedzieć nienormalna..

Dodam, że i dzisiaj właściwie także nie mam żadnego hobby. Robienie na drutach bowiem po krótkim okresie, kiedy to miałam odwagę nazywać je hobby, przekształciło się w pasję. A pasja to jakby hobby, ale na zdecydowanie wyższym poziomie.

Potem pojawiły się blogi i zauważyłam, że takich wymarłych dinozaurów robiących na drutach jest więcej. I to na całym świecie. I do tego nie ukrywają się one ze swoim hobby tylko krzyczą na cały świat w swoich blogach: robię na drutach i kocham to. Potem odkryłam, że w niedalekim sklepie włóczkowym zrobiło się przemeblowanie i na wystawie wisi duża plansza, która zaprasza na spotkania robótkowe. Poszłam, zobaczyłam, zostałam, poznałam całe grono fascynatek drutowania. Potem pojawiło się Ravełry, Facebook, Pinterest i Instagram.

No i te międzynarodowe Spotkania robótkowe jak Edinburgh Yarn Festival czy nasz polski Drutozlot.



Te spotkania dodają mi wiatru do moich już rozwiniętych skrzydeł. Nie kryję się z moim hobby, które stało się pasją. Wręcz przeciwnie pokazuję je publicznie i jestem z niego dumna.
Każde takie spotkanie, każda rozmowa z innymi zafascynowanymi drutami dodaje mi energii i radości życia.
Każda nowa włóczka, każdy nowy projekt dodaje uśmiechu i lekkości.

Dlatego wszelakiego rodzaju spotkania robótkowe są potrzebne. By zobaczyć, że są też inni, którzy wyznają tę samą pasję, że są tacy sami jak my zakręceni, że są ludzie, z którymi możemy porozmawaiać na wspólne tematy, pośmiać się, podzielić się szaleństwem.

I nawet jeśli siedzisz gdzieś - wydaje ci się - na końcu świata i że nie znasz nikogo, kto robi na drutach to pamiętaj nie jesteś sama / sam. Skomentuj tutaj, dołącz do mojej grupy na FB,
Jest nas wielu. I czy to na różnego rodzaju spotkaniach na żywo, czy też w sieci możemy dowartościować się i porozmawiać o tym, co dla nas jest ważne i co nadaje sens naszemu życiu.

A poniżej więcej zdjęć z Edinburgh Yarn Festival, na którym bawiłam się na początku marca.