Bluzka na drutach z lnu.

Ostatnio modny zrobił się len. Trochę to dziwnie brzmi, że się zrobił, bo przecież len to chyba najstarsze włókno, którego początki sięgają aż 7500 lat przed naszą erą.
Już w starożytnym Egipcie zaczęto wyrabianie lnianych tkanin. Ale mi będzie się on zawsze kojarzył ze staropolską wsią bliską natury i bez dodatków syntetycznych.

Co prawda dodatkiem syntetycznym dzisiejszych włóczek naturalnych są sztuczne barwniki. Ale kto wie, może kiedyś natrafię na len farbowany organicznie.

Póki co trafiłam na Puro Lino, które na len spotykany do tej pory jest dość grubą nitką. I miękką. Spotkałam się wcześniej  z lnem twardym jak sznurek, ale Puro Lino zachwyciło mnie swoją giętkością i połyskiem. A po praniu w gorącej wodzie stał się jeszcze bardziej gładki i lejący jak jedwab.

O ile włóczkowe bluzki latem nie są za moją ulubioną częścią garderoby to len aż się prosi na tę porę roku. Chciałam coś prostego, dlatego, że do lnu moim zdaniem pasuje tylko prostota. Trochę ściegu gładkiego, trochę francuza, kilka narzutów i tak oto powstała letnia bluzka na drutach z lnu.

Trochę zastanawiałam się nad kolorem, ale ponieważ w planie było ukończenie bluzki nad brzegiem morza sprawiłam sobie kolor w barwach właśnie tego morza.

Jest to jedno z moich ulubionych miejsc i jestem naprawdę zadowolona, że w dzień przed wyjazdem udało zrobić mi się zdjęcia. Co prawda smartfonem, ale cóż nie dojrzałam jeszcze do tego, by pakować do bagażu podręcznego lustrzankę z ciężkim obiektywem. Jestem trochę leniwa i wygodna. Wolę spakować dwa kilogramy włóczki, niż dwa kilogramy aparatu fotograficznego.



A teraz trochę danych technicznych.
Włóczka: Puro Lino z Biferno.pl - 260 g czyli prawie 6 motków
Druty: 4 mm
Wzór: mój własny, będzie opis.