Ja też tam byłam kawę piłam i piękne włóczki kupiłam.
A do tego naplotkowałam się co nie miara ze znanymi i kochanymi dziergającymi blogierkami, które spotkałam tak na żywo pierwszy raz.

A co to za wspaniałe uczucie! Rozpoznać dziewczyny po zdjęciu!
To był ten punkt, którego się troszeczkę obawiałam, uda się czy też nie? Ale oczywiście w większości przypadków zdecydowanie się udało.
Nie było z tym absolutnie żadnych problemów.

Spotkaliśmy się już w piątek wieczorkiem na biforku i już w piątek zaczęła się radość ze spotkań, rozmów i wspólnego dziergania.

Punk kulminacyjny jednak przypadł na sobotę kiedy to do sali przy Starym Rynku w Toruniu wpadło ponad 100 dziewiarek.
Szum, śmiechy, stukanie drutów, błyskanie fleszy. I achy i ochy nad włóczkami, które były w sprzedaży.

Oczywiście i ja także pobiegłam do włóczek - bo jeśli wyjdzie, że kto pierwszy ten lepszy i moje kolorki poznikają?
Na Drutozlot przybyłam z postanowieniem zakupu najwyżej jednego motka socka.
Dlaczego? Ponieważ tonę we włóczkach. Moja moc przerobu jest o wiele mniejsza niż zbieractwa i dlatego kilka dni temu postanowiłam nie kupować już nowych niteczek - przynajmniej przez jakiś czas. Ale jak tu nie kupić takich cudeniek?

Więc kupiłam....

Na pierwszy ogień poszła Zagroda - merino ulubione w kolorze płonącego denaturatu. Podobno w takim kolorze jest mi dobrze i szczerze mówiąc to dawno takiego nie dziergałam - no chyba, że te skarpetki z kursu skarpetkowego.
Ale to nie jest ten sam kolor tylko prawie ta sama gama kolorystyczna.



Ponieważ nie mogłam dopchać się do zagrodowej kasy zajrzałam do MagicLoopa z myślą, że pomacam MagicLoopowe KolorLove. Macanie skończyło się na przywłaszczeniu sobie dwóch moteczków, no bo jak można odmówić włóczce w takim jak poniżej kolorze?
Czerwony to jest po prostu mój kolor. zresztą powyższy fiolet też.
Nie wspominając o tym, że WSZYSTKIE kolory są moimi kolorami....





Całkowitą niespodzianką dla mnie były włóczki podpisane 7oczek. Do tej pory nieznane powaliły na kolana swoją miękkością. Konieczność posiadania ich do miziania zrodziła się od pierwszego wejrzenia.
Takie włóczki po prostu musiałam mieć w swojej kolekcji i kiedy te błękitno-miętowe moteczki na mnie spojrzały zrozumiały zapewne w tej samej chwili, że będą moje.
Potem dołączył do nich trochę ciemniejszy kolor i tak oto moja włóczkowa przygoda dobiegła końca - wydawałoby się - na Drutozlocie.




Piękne zdobycze. Nieprawdaż?
Włóczka z Zagrody stanie się sweterkiem. Z MagicLoop skarpetkami, z 7oczek chustą.

A Dominika - właścicielka Knit.pl stwierdziła, że czegoś mi zdecydowanie brakuje i podarowała breloczek - szydełka, za które bardzo jeszcze raz dziękuję.
Super sprawa takie szydełka. Można podziergać w każdej chwili, bo przecież zmieszczą się one wszędzie.



Koniec podarunków? Nie.
W drugiej części zlotu nastąpiło losowanie: włóczek, szydełek, toreb i innych drobiazgów.
Każdemu uczestnikowi Drutozlotu, który wytrzymał do tego czasu coś trafiło się w łapki. 

Na niemal sam koniec rozlosowane zostały takie cukiereczki z Włóczek Warmii.
I dobrze, że mi się one trafiły ponieważ nie miałam jeszcze okazji robić z tych włóczek.

Poniższa włóczka to Mirella - 100% jagnięca wełna merynosowa. W cudnych pomarańczowo-różowych melanżach. 



Chęć  przerobienia z Włóczek Warmii mam wielką - tylko, że przecież na Drutozlocie miałam się zaopatrzyć TYLKO w jeden motek włóczki skarpetkowej.
A generalnie wyszło tych motków 12...

I po co mi to było?

Teraz patrzę na te kolorowe moteczki leżące w koszyku i sycę się ich widokiem.
Widok jest piękny i cieszę się, że będę mogła narzucić te niteczki na drutki. Tylko kiedy? Tylko co pierwsze?

Na razie wyrobić muszę inne zaplanowane - czuć już, że starocie....
Ale trzeba...

W drodze powrotnej do domu w Szwecji odwiedziłam także Sploty w Poznaniu. To jest dopiero uroczy włóczkowy raj! Sklep z wielką klasą i stylem. Piękne moteczki piętrzą się na półkach i kuszą swoimi kolorami.
W walizce znalazło się trochę miejsca i wylądował z niej trzynasty motek sierpniowej wyprawy - skarpetkowa włóczka rodem ze Splotów: Farbowanki - na skarpetki. Ponieważ u mnie trwa skarpetkowa passa.


Dodam talko, że wszystkie powyższe włóczki są ręcznie farbowane przez właścicielki powyższych sklepów i są to włóczki wysokiej jakości, w dobrym składzie i w pięknych kolorach.

I co teraz?

Dziękuję wszystkim, których spotkałam na Drutozlocie za bardzo miło spędzony czas. Za to, że są, za to że mogłam ich poznać i spotkać.

Dziękuję organizatorkom: Hani, Magdzie i Gosi za zorganizowanie tej niesamowitej imprezy.

Dziękuję sponsorom tej imprezy za ufundowane nagrody i możliwość zakupu ich pięknych produktów. Cieszę się bardzo, że polskie marki rosną w siłę i pokazują się światu.

Piękne włóczki czekają. Czekają w moim koszyku, a jeszcze ich więcej czeka na mnie w wyżej wymienionych w sklepikach.

Nic innego tylko zabrać się do ich wyrabiania.
Czy ktoś z Was, którzy odwiedzili Drutozlot już to robi?


Wzór na skarpety This is Halloween opublikowany.

Taka publikacja wzoru pochłania trochę czasu i kiedy już się wydaje, że wszystko jest gotowe to wpada do głowy jeszcze jedna myśl: na blogu!

Tak więc piszę i tutaj. Bo wiecie - a może nie wiecie - obecnie mam swoją firmową stronę iwonaerikssondesign.eu gdzie pokazuję moje opublikowane wzory i w zasadzie nic więcej...

Pogaduchy o tym co w trawie piszczy i przestało piszczeć na chwilkę mają miejsce nadal tutaj.
I wszystko, co dotyczy nauki robienia na drutach.
A wzory projektów na tej drugiej stronie. I potem jest jeszcze sklep z tymi wzorami.
I Ravelry też jest. Itd. Itd.

Ale wróćmy do skarpet, bo one takie ładne są.
Podobają mi się bardzo, ale to bardzo. No dobrze, nie jestem skromna, ale po prostu jestem bardzo zadowolona z tego wzoru. jak i z moich poprzednich skarpet Primaviera też.

A nowe skarpety wyglądają tak:




Do zakupienia są one (tzn wzór) na stronie tutaj: Skarpety This is Halloween.

I dzisiaj jest zniżka na ten wzór. I jutro też, i w sobotę. A zniżki wyglądają tak:

Tylko dzisiaj 4/8 zniżka o 30% po wpisaniu kodu HALLOWEEN30. (do godz. 23.59)
Jutro 5/8 zniżka o 20% po wpisaniu kodu HALLOWEEN20
W sobotę zniżka spada do 10% - kod HALLOWEEN10

Także rabat się kurczy każdego dnia...
Ale skarpety z tej włóczki się nie kurczą.


Wzór skarpet jest na rozmiar medium – na średniej wielkości stopę dorosłej kobiety. Jednak długość skarpety można sobie dopasować - we wzorze napisane jest jak to zrobić.
Jeśli masz bardzo małą stopę możesz wydziergać je na drutach 2 mm lub nawet 1,75 – były one w ten sposób testowane i wyszły rzeczywiście mniejsze. (rozmiar 36).

Włóczka w dwóch kolorach. Jedna to przemiła Malabrigo Sock -  60 g, około 242 m,
oraz Cascade Yarns Heritage – 12 g – 48 m czyli można wykorzystać resztki włóczki skarpetkowej.
(oczywiście może to byś inna włóczka skarpetkowa podobnej grubości).

Druty, które używam do robienia skarpet z Malabrigo socks to 2.25 mm na żyłce, ale można je zrobić także na drutach skarpetkowych jeśli ktoś woli robić skarpety w ten sposób.

Wzór jest do kupienia TUTAJ.
Zapraszam!





Malabrigo sock czyli świetna włóczka skarpetkowa.
I wcale nie świetna dlatego, że modna, że popularna, że dużo się z niej dzierga na Ravelry, tylko dlatego, że jest miękka, dobrze z niej się robi, oczka wychodzę równiutkie, jest naturalna i w pięknych kolorach.





Skład tej włóczki to 100% wełny merino superwash. Włóczka farbowana jest ręcznie i dlatego kolory z różnych farbowań mogą się trochę różnić. Dlatego jeśli planuje się wykonać z niej większy projekt np. sweterek ważne jest by zaopatrzyć się w wystarczającą ilość motków z jednego farbowania.
(Poniżej dwa wyroby z tej włóczki z dwóch różnych motków - chusta Welcome to the jungle oraz skarpety Primaviera. Kolor włóczki w obu przypadkach to Lettuce - różnica w kolorze jest zauważalna gołym okiem. Skarpety są ciemniejsze i jakby bardziej zielone).

Grubość tzw. Light Fingering czyli nie za gruba, nie za cienka.
Druty: 2.25 - 3.25 mm. Ale i na 2 mm można dziergać jeśli ktoś dzierga luźniej. I druty 3.5 mm są dobre jeśli dziergamy np. chustę.

Malabrigo sock
jest bardzo ładnie skręcona z trzech nitek czyli 3 ply. Przyjemnie się z niej dzierga i oczka bardzo ładnie sią układają. A blokowanie nadaje im idealny kształt.

Motki
są po 100 g, w każdym motku są 402 m włóczki. Z jednego takiego motka można wydziergać np. jedną mniejszą chustę. Np. moja chusta z tej włóczki to chusta Welcome to the jungle, której opis można nabyć na stronie mojego sklepu: Welcome to the jungle.

Jak ta włóczka zachowuje się po praniu?
Włóczka jest typu superwash czyli specjalnie dostosowana, by się nie filcowała. Dlatego niektóre osoby piorą nawet w pralce wyroby z tej włóczki w programie wełnianym. Ja nie polecam nigdy prania ręcznych wyrobów w pralce i nigdy robić tego nie będę.
Jeśli chcesz, by twoja robótka zachowała jak najdłużej ładny wygląd pierz ją ręcznie bez względu na to, co mówią inni.

Wyroby z tej włóczki prane ręcznie bardzo długo zachowują ładny wygląda i kształt, są miękkie i przyjemne w dotyku dlatego bardzo lubię tę włóczkę.

Na dodatek te wspaniałe kolory!


Włóczka ta nadaje się na wszelkiego rodzaju wyroby. Mimo iż jest to włóczka skarpetkowa można z niej robić nie tylko skarpetki, ale także chusty, szale, czapki, rękawiczki, swetry i cokolwiek nam się tylko zamarzy.

Poniżej wykonane przeze mnie z tej włóczki według moich projektów:

Chusta: Welcome to the jungle.






Więcej włóczek, które lubię i wykorzystuję w moich projektach jest na stronie: Włóczki.




Często zdarza się, że jestem pytana o to jaką włóczkę polecam na wykonanie danego projektu.
To jest bardzo trudne pytanie.

Powiedzmy 30 lat temu kiedy na rynku włóczek było raczej mało można było dokładnie powiedzieć: weź włóczkę te, albo tę, bo właśnie taka jest dostępna.

Ale dzisiaj?

Dzisiaj na rynku istnieje tysiące różnych włóczek.
I powiem tak: nikt, ale to naprawdę nikt wszystkich ich nie zna.

1. Kilka włóczek, które ja polecam, lubię i dziergałam już z nich, a jednocześnie piszę trochę o nich zobaczyć możesz na stronie WŁÓCZKI. Możesz kliknąć na zdjęcia włóczek i poczytać o nich więcej.
Ja w moich wzorach polecam zawsze włóczkę, z której zrobiony jest dany projekt. Ale jeśli nie możesz dostać takiej włóczki popatrz na jej grubość (jakich użyłam drutów i znajdź podobną).

2. Zapytaj w ulubionym sklepie włóczkowym. Ja naprawdę nie znam nawet 50% wszystkich możliwych włóczek. A właściciele sklepu zazwyczaj wiedzą co sprzedają i mogą dobrać włóczkę do danej robótki. Jeśli nie masz ulubionego sklepu lub nie znasz żadnego polecam Biferno.pl.

3. Jeśli nie masz żadnej z powyższych dwóch możliwości sprawdź w projekcie, który chcesz wykonać jakiej włóczki użyła projektantka. Możesz znaleźć podobną włóczkę na Ravelry. Jak to zrobić pokazuję na poniższym filmie.

Jeśli nie masz lub nie chcesz zakładać konta na Ravelry czytaj dalej jak wybrać włóczkę pod filmem.


1. Zastanów się najpierw czy chcesz, żeby to było włókno naturalne czy też sztuczne, (wełna, a może akryl). O różnicy pomiędzy tymi włóknami przeczytasz w moim wpisie: Włóczki świata - testowanie.

2. Czy chcesz może, żeby to była mieszanka? Jakich włókien?

3. Na jakich drutach będziesz robić? Czy w projekcie są proponowane druty, czy projekt jest twojego pomysłu. Włóczkę bowiem należy dobrać do grubości drutów.
4. Czy chcesz by była to włóczka jednokolorowa, a może wielobarwna?

5. Czy chcesz, żeby to była włóczka delikatna lub trwała?




Mając te dane możesz znaleźć odpowiednią włóczkę na Ravelry według powyższego filmu. Potem wpisać jej nazwę w przeglądarkę i sprawdzić gdzie można ją kupić.

Albo zapytać od razu w ulubionej pasmanterii lub sklepie włóczkowym. Panie w takich sklepach mogą doradzić jeśli chodzi o skład, grubość i kolor.

A jeśli włóczka dotyczy mojego projektu, które możesz znaleźć na moje stronie byiwona to oczywiście zapytaj mnie. Wyślij do mnie wiadomość klikając na kopertę wśród ikonek społecznościowych po prawej stronie strony (na komputerze).






Oto kolejny wzór na druty - tym razem wzór ażurowy.
W mojej kolekcji jest kilka ażurowych wzorów, które nadają się do wykorzystania w robieniu swetrów, czapek, chust, szali i rękawiczek.
Nie mam nazwy na ten wzór dlatego nazwałam go na moim kanale na YouTube: Ścieg ażurowy 2.


Z pewnością wzbogaci on wasze robótki na drutach.
Wykonanie tego ściegu na druty pokazane jest także na YouTube. Aby zobaczyć tutorial kliknij na link tuż pod zdjęciem.

Zapraszam do dziergania!


Zobacz wykonanie na YouTube
Uwaga!

Diagram jest rozrysowany w ten sposób, by łatwiej można było dopasować ten wzór do wrabiania go w robótce.
Na filmie na YouTube jest pokazana inna liczba oczek, by wzór na przerabianym kawałku było lepiej widać.

Liczba oczek podzielna przez 8 + 2 ob
Powtarzać w rzędzie pomiędzy * *

Uwaga!
W diagramie powtarzamy część zaznaczoną w czerwonym prostokącie.
Tylko część oznaczona na czerwono jest opisana w rzędach.

Rząd 1 i 2 pokazuje rzędy pomocnicze zrobione oczkami prawymi.
Rzeczywisty wzór ażurowy zaczyna się w rzędzie 3.

Rząd 3, 5, 7 (PS): ob, *2l, 2prnpt, n, 1p, n, 2prnp, 1l* ob - * * - powtarzać w rzędzie do końca rzędu
Rząd 4, 6, 8, 10, 12, 14 (LS): jak schodzą z drutu - narzuty na lewo,
Rząd 9, 11, 13 (PS): ob, *1p, n, 2prnp, 3l, 2prnpt, n, * ob - * * - powtarzać w rzędzie do końca rzędu


Powtarzać te 10 rzędy.


Oznaczenia:
ob - oczko brzegowe
o - oczko / oczka
p - oczko prawe
l - oczko lewe 
n - narzut
2prnp - 2 oczka prawe razem na prawo
2prnpt - 2 oczka prawe razem na prawo od tyłu
PS - prawa strona roboty
LS - lewa strona roboty




Tutaj znajdziesz więcej ściegów, które lubię i używam w moich robótkach.


Szafy pełne nieskończonych projektów, druty w użyciu tu i tam - sama nie wiesz gdzie jakie. A tu nagle jest okazja kupić nowe włóczki, albo ochota, bo one takie ładne, bo jest promocja, bo same nam się pchają w ręce....

I już widzisz co z nich zrobisz, niesiesz je do domu zerkając do torby, dotykasz pijąc kawę z koleżanką w kawiarni, zerkasz do torby uśmiechając się do nich w autobusie, albo trzymasz tuż obok na siedzeniu prowadząc samochód.

Potem wracasz do domu, przytulasz, fotografujesz, widzisz jeszcze niezrobiony sweterek, chustę, skarpetki.

A nawet jeśli jakaś włóczka nie ma jeszcze konkretnego kształtu to cieszysz się jej kolorem, miękkością, obecnością.

Potem włóczka leży gdzieś na dnie szafy, bo inne koleżanki z promocji przywędrowały do domu. I tak zbiera się kupka, potem dwie, potem karton, dwa, trzy, szafa, dwie szafy, poddasze pełne włóczek.

U mnie wygląda to tak:



Oprócz tych półek z włóczkami mam jeszcze trochę innego włóczkowego zaplecza. Ale tutaj są te odręczne, te które krzyczą na mnie: "Weź mnie i wrzuć na druty"


Masz zaplecze i czujesz się z tym dobrze. To daje ci gwarancję, że jeśli wpadniesz na jakiś pomysł owego projektu to masz do niego włóczkę... - chociaż my dziergaczki doskonale wiemy, że nie zawsze tak jest...

Ale nie o zbieraniu włóczek miałam pisać.
Ale o zbieraniu projektów.

Bo oprócz tego, że patrzysz na te piękne zasoby twoich włóczek i wymyślasz co też z nich można zrobić to nawet jak nie masz zbyt wiele włóczek twoja wyobraźnia - a przynajmniej moja - pracuje pełną parą.

A jakie są jej efekty?


A takie, że oprócz jednego UFOka, drugiego trzeciego i pięciu VIPów musisz koniecznie zacząć super VIPa, bo włóczki krzyczą do ciebie: weź mnie, albo przychodzi ci do głowy super pomysł nowego projektu, który po prostu trzeba narzucić na druty zanim rozmyje się w wyobraźni wypchnięty przez kolejnego super VIPa.

Ja w moim ostatnim odcinku Drutoterapii mówię o tym, co mam właśnie na drutach - oj dużo tego. Piszę też w moim ostatnim poście "Ostatnie owoce dziergania" co pokończyłam i co jest teraz ważne.

A tu proszę po głowie pełzają nowe pomysły - nie tylko te, o których mówiłam na filmie, ale jeszcze jedne skarpetki! Mają już nazwę, mają już rozrysowane diagramy. I co teraz?

Włóczka leży i patrzy na mnie - ulec, nie ulec? Oto jest pytanie.
A jeśli nie ulec to jak zatrzymać myślenie na temat kolejnych projektów, żeby po prostu najnormalniej w świecie pokończyć te dziesiątki VIPów?

Też macie takie "problemy"? Czy jestem może w tym osamotniona?
Lato w pełni, sezon owocowy trwa. Ogórkowy też - i inny warzywny.
Skończyły się truskawki, czas na papierówki.

A oprócz tych moich ulubionych owoców lubię też i inne - te wydziergane.
Ale z nimi jest różnie - zresztą jak z normalnymi owocami, mogą nie obrodzić, albo zostać zjedzone przez mszyce, ślimaki czy też inne wypadki.

Z owocami dziergania bywa podobnie - mogą nie powstać przez brak weny, albo mogą być zjedzone przez prucie...

W kolejnym odcinku Drutoterapii, który można obejrzeć na końcu wpisu pokazuję co obecnie robię. Jedną właśnie z tych robótek rozłożyłam wczoraj wieczorem i na pierwszy rzut oka stwierdziłam, że kawałek będzie trzeba spruć - ponownie.

Pruję po kawałku każdego dnia dlatego, że zapominam o przerobieniu kluczowych trzech oczek po rzędzie skróconym i potem mi się nie zgadza. Po każdej takiej pomyłce obiecuję sobie skoncentrować się na każdym rzędzie, a potem znowu zapominam i pruję, i obiecuję sobie ponownie, i zapominam....

Tak więc wczoraj stwierdziłam, że znowu czeka mnie prucie i o ile nie rozpaczałam z tego powodu to jednak było mi trochę żal, że tyle oczek, tyle czasu spędzonego na wcześniejszym pruciu i ponownym przerabianiu pójdzie w diabły....

Ale w końcu zaczęłam patrzyć innym okiem na moje dzieło (dodam, że jest to mój projekt) i stwierdziłam, że można go trochę zmodyfikować i i tak efekt końcowy wyjdzie prawie taki jaki zamierzyłam od samego początku...

Czyli prucia nie będzie!

I już całkiem niedługo do moich ukończonych projektów dodam jeszcze jeden - chustę.
Dobrze, bo po głowie chodzą mi już kolejne skarpetki i dwa sweterki. O jednym mówię w tym odcinku, o drugim mówiłam w jednym z odcinków wcześniejszych.

Tak wyglądają moje ostatnie dzieła:
Od lewej:
Ponczo Flamensilk.
Jedwabna bluzka, której opis powstaje.
Skarpety, których opis jest już prawie gotowy.
Skarpety Primaviera.



A oto kolejny odcinek Drutoterapii - co też w trawie piszczy, a może co też piszczy na drutach:


Kolejny ścieg na druty - tym razem siatka. Już druga siatka w kolekcji ściegów na druty, dlatego przyjmuje ona nazwę Siatka 2
Trochę inna siatka - można powiedzieć bardziej zaawansowana, bardziej elegancka, może nawet bardziej skomplikowana.

Mam nadzieję, że wzbogaci ona wasze robótki na drutach.
Wykonanie tego ściegu na druty pokazane jest także na YouTube. Aby obejrzeć tutorial kliknij na link tuż pod zdjęciem.

Zapraszam do dziergania!

Zobacz wykonanie na YouTube

Liczba oczek podzielna przez 2 + 2 ob
Powtarzać w rzędzie pomiedzy * *

Rząd 1(PS): ob, *n, 2prnpt,* ob - * * - powtarzać w rzędzie do końca rzędu
Rząd 2 i 4 (LS): l
Rząd 3(PS): ob, 2p, *spuścić o bez przerabiania z prawego na lewy drut, następne oczko przerobić na prawo i przeciągnąć przez nie oczko nieprzerobione - spuszczone wcześniej, n, ob,
* * - powtarzać w rzędzie do końca rzędu

Powtarzać te 4 rzędy.


Oznaczenia:
ob - oczko brzegowe
o - oczko / oczka
p - oczko prawe
l - oczko lewe 
n - narzut
2prnpt - 2 oczka prawe razem na prawo od tyłu
PS - prawa strona roboty
LS - lewa strona roboty


Tutaj znajdziesz więcej ściegów, które lubię i używam w moich robótkach.


Od lat robię na drutach Knit Pro.
Właściwie chyba od czasu kiedy pojawiły się na rynku. Od roku 2009. Zawsze były moimi ulubionymi. Na początku były oprócz nich stare druty teflonowe i druty Addi. Miałam też Addi na żyłce, ale nie wywarły na mnie specjalnego wrażenia ponieważ właściwie były mniej więcej takie same jak metalowe Knit Pro, a że łączenie w Knit Pro spisywało się dobrze nie miałam potrzeby nawet próbować Addi do łączenia.

Na dodatek stwierdziłam, że metalowe owszem są całkiem dobre, ale drewniane zdecydowanie stały się moimi ulubionymi. Dotyk drewna w czasie dziergania był o wiele przyjemniejszy niż dotyk metalu.

Spróbowałam za to Addi Lace. Bo skoro były specjalne do dziergania ażurów to może owe ażurki dziergały się same? Ażury jednak same się nie dziergały. W szybkości dziergania też nie zauważyłam specjalnej różnicy. Natomiast w materiale, z którego były zrobione tak. Addi Lace były z żółtego metalu, który nadzwyczajnie mi śmierdział...

Nie lubię zapachu metalu. Robótka i ręce śmierdziały mi metalem i niestety, ale jest to zapach, który mnie odstrasza. Nie mam potrzeby wąchania tego typu smrodu skoro mogę dziergać na przyjemnych w dotyku drutach drewnianych. I czuć w zamian zapach włóczki... 

Moje przywiązanie do Knit Pro rosło. Miałam drewniane i metalowe druty pokryte niklem. Te metalowe były trochę dla mnie za ostre, ale mogłam na nich dziergać. Ich powierzchnia była miła w dotyku i bezzapachowa.
Spróbowałam po drodze akrylowych, ale były trochę tępe więc sobie je podarowałam.

Z czasem rodziły się inne marki drutów.
Oprócz Addi pojawiły się HiyaHiya. Zachwyt nad tymi drutami aż gotował się na blogach więc i ja ich spróbowałam.
Bambusa nawet nie chciałam próbować ponieważ - no nie wiem... Bambus wchłania bardzo wilgoć i druty zniekształcają się z czasem. Jest lekki, a ja lubię czuć druty w ręku. Mam bambusy z Knit Pro i z firmy Viking, ale nie należą one do moich faworytów. Zaopatrzyłam się w metalowe z żyłką. I nie powiem - sprawiły na mnie miłe wrażenie. Są lekkie, gładkie w robieniu i... potwornie nudne...

Metal w kolorze aluminium i biała przezroczysta żyłka...
Żyłka jest miękka, metal nie śmierdzi metalem, połączenie żyłki z drutem jest gładkie i dobrze się na nich robi, ale jakoś bez radości i bezuczuciowo....

HiyaHiya kupiłam z czystej ciekawości i żeby sprawdzić jak się na nich robi. Robi się całkiem ok i mogę ich używać.

Ale powróćmy do Knit Pro.

Ich domeną jest niestety to, że łatwo się łamią. Ja złamałam ich kilka, ale z własnej winy. No cóż - na drutach się nie siada, ani nie kładzie. Moja wina i tyle.
Raz druty 2,5 mm pękły mi w dłoniach zaraz po narzuceniu na nie oczek pierwszy raz. Ale już po wyciągnięciu z opakowania czuć było,  że były jakieś suche.  Od razu dostałam nowe ze sklepu, w którym kupiłam i nie było potem problemu. Nie miałam więc nigdy powodu do narzekania na ich kiepska jakość,  o której często czytam na robótkowych blogach.

Ale ostatnio...

Zaczęły się dziwne problemy z moimi Knit Pro. Ale nie tymi, które kupiłam na samym początku, ale tymi kupionymi może 2-3 lata temu. Są to druty karbonowe, albo drewniane robione dla innych firm jak Knit Picks lub Lana Grossa.

Druty psują się na złączeniu z metalem - jakby klej puszczał, albo żyłka zaczyna wychodzić z metalu. ( Tak jak strzałki pokazują na poniższym zdjęciu ). Niektóre posklejałam, wyszlifowałam i dobrze funkcjonują, ale w jednych karbonzach żyłka i tak nie chce się trzymać niestety pomimo kilku prób naprawy. 




To spowodowało, ze zaczęłam szukać nowych drutów. Jakiegoś innego rozwiązania.
Ponieważ spotkałam się z wieloma achami i ochami na temat drutów ChiaoGoo postanowiłam i te druty wypróbować.



Jakie wrażenia?
Zaimponowała mi czerwona żyłka - to powoduje, że pomimo nudnego koloru aluminium (choć podawane jest, że druty są ze stali) dzierganie może być ciekawe. Żyłka jest naprawdę super - jest miękka i absolutnie się nie zwija i nie skręca. Ale niestety to nie ratuje tych drutów w moich oczach.
Kolor aluminium jest nudny i nieciekawy. Druty nie są co prawda za bardzo ostre a jednak dobrze nabierają. Ale oprócz ich generalnej nudności po prostu śmierdzą mi metalem i sa nieprzyjemnie metalowe w dotyku. 

Także niestety, chociaż wiele osób uważa, że są to ich najlepsze druty na jakichkolwiek kiedykolwiek dziergali to dla mnie są to po prostu zwykłe i nudne druty.

Więc które są najlepsze?

Pomimo łamliwości i rozklejania się, czasami haczenia się i kilku innych niedociągłości najbardziej nadal lubię drewniane Symfonie Knit Pro.
Są ładne, ciekawe, i bardzo miłe w dotyku. Dzierganie na nich to prawdziwa symfonia pełna uczucia i uroku.
Na razie nic ich nie pobije chociaż oczywiście jeśli trzeba podziergam także na HiyaHiya i na ChiaoGoo jeśli zajdzie taka potrzeba.

A Ty na jakich drutach dziergasz?
Mam często projekty, które nazywam "Never ending story" czyli "Nigdy niekończąca się historia".
I wcale nie są to UFO-ki! Stwarzam sobie bardzo świadomie taki projekt, który najczęściej jest:

- robiony z cienkiej włóczki,
- co za tym idzie na cienkich drutach,
- jest dość duży,
- raczej prosty w robieniu czyli żadnego skomplikowanego przeliczania oczek,
- zapowiada się, że będzie się go robić długo,
- można go wziąć w podróż, lub do sąsiadki i nie myśleć przy tym, w którym rzędzie się było jeśli robiło się przy nim ostatnio dwa miesiące temu,

Taki właśnie projekt stworzyłam jakiś czas temu (chyba we wrześniu 2015) z włóczki Maharaja silk Lace, której kolory projektowałam dla Biferno.
A kolor tej włóczki to Flamenco.

Zaprojektowałam sobie ponczo.
Zazwyczaj nie noszę poncz, ale postanowiłam to zmienić. Bo jak tu nie chcieć otulać się jedwabiem Maharaja???

Ponczo miało być proste, ale nie nudne. I przede wszystkim jak najmniej zszywania.

Druty 3 mm, 2 motki Maharaja Silk.
Rozpisany ażurowy ścieg, który miał przyozdobić jeden kant. I do dzieła!
I tak powolutku rząd po rządku jedwabną cienizną zaczęło powstawać ponczo.
A aby nie było ono takie zwykłe z jednego kawałka wplotłam na ramieniu kilka rzędów skróconych.
Robótka była cudowna, uwielbiam robić z jedwabiu!



Na początku maja przypomniało mi się, że przecież jadę do Hiszpanii, ponczo miało być na lato, tam jest lato, a do końca robótki zostało mi kilka rządków.
Natychmiast zakończyłam, zblokowałam, spakowałam a nad moim ulubionym morzem powstały takie oto zdjęcia.



Powstał też spisany wzór. 
Nie miałam jednak nazwy. Poprosiłam o wsparcie dziergaczki na Facebooku, które jak zwykle nie zawiodły!
Z wielu propozycji wybrałam nazwę Flamensilk, której autorką jest Danuta Biernat z bloga: W harmonii. Dziękuję bardzo Danusiu za pomysł!

Dlaczego akurat Flamensilk?
Do moich projektów szukam nazw, które są niepowtarzalne, czyli żaden inny projekt dziewiarski nie powinien być już tak, lub podobnie nazwany.

Ponieważ wiele słów jest już wykorzystanych, a ja zawsze lubiłam tworzyć nowe słowa (czego bardzo nie lubiła moja pani od języka polskiego, a już w końcu przyzwyczaił się do tego mój szwedzki mąż, który tłumaczył mi początkowo, że takiego słowa nie ma w języku szwedzkim..., a ja na to - to teraz już jest) - tworzę nowe słowa do moich projektów jak np.

Chusta Sorberry
Chusta Rayn
Skarpety Primaviera
Sweter Classicoto (także projekt typu "never ending story")

I dlatego nazwa Flamensilk jest idealna!
Ponczo jest z jedwabiu (silk), a kolor włóczki to Flamenco, czyli: Ponczo Flamensilk.



Jak już wspomniałam wzór na to ponczo jest spisany i dostępny na mojej nowej stronie: Sklep by iwona. Staram się by moje wzory rozpoznawalne były pod marką by iwona. A także dostępne do zakupu w języku polskim poprzez przelew bankowy, a nie tylko Ravelry i PayPal.

Oczywiście na stronie jest także sporo wzorów darmowych, a nowe wciąż powstają i powstawać będą.
Z poncza jestem bardzo zadowolona. Jest cudowne w dotyku i każdy może je zrobić. Prosty ażur, kilka rzędów skróconych, które można ominąć jeśli nie chce się ich robić (to zmieni kształt poncza tylko nieznacznie) i prosty ażurowy kant, który jednak nadaje elegancji.

Kliknij na link Ponczo Flamensik i już za chwilkę możesz otrzymać wzór na twój e-mail.