Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Brak wpisów oznacza, że działo się dużo.

Brak wpisów oznacza, że działo się dużo.

Kochani!

Dawno tutaj nie pisałam, ale wiecie, że żyję, że jestem, że działam. Nie ma mnie tylko tutaj i jeśli obserwujecie mnie na YouTube to wiecie dlaczego. Zaangażowana jestem w wiele projektów a doba ma tylko 24 godziny i niestety trzeba priorytetować.
Wyszło tak, że na dalszy plan odsunęłam ten blog. Uczę dalej robienia na drutach, ale wszystkie lekcje pozostają w tutorialach na moim kanale na YouTube.
Postaram się to zmienić. Nie obiecuję, że będę tutaj często, ale jeden wpis w miesiącu by się przydał. Nieprawdaż? Co o tym sądzicie?

Co prawda życie dziewiarskie toczy się dzisiaj w mediach społecznościowych, blogi zostały wyparte przez vlogi, ale może ktoś jeszcze czyta blogi? Kto czyta? Rękaw górę.

A przy okazji zapraszam na mojego vloga lub podkast jak kto woli na moim kanale na YouTube. Tam opowiadam przede wszystkim o tym co u mnie na drutach i związanego z drutami, ale także przedstawiam ciekawostki dotyczące robienia na drutach. Trochę aktualności, trochę historii, trochę porad dziewiarskich.




Znajdziesz mnie także na Facebooku oraz na Instagramie
A moje wzory na mojej stronie internetowej Iwona Eriksson Design lub na Ravelry. 

Zapraszam i do rychłego zobaczenia.

Kiedy niemoc dziergania graniczy z depresją

Kiedy niemoc dziergania graniczy z depresją

Czy zdarzyło ci się kiedyś, że dzierganie lub jego brak sprawiało, że źle się czułaś?
Mi prawie nigdy, bo robienie na drutach jest przecież drutoterapią. Ale właśnie ostatnio był taki czas, że bardzo mi nie szło i trudno mi było znaleźć konkretną tego przyczynę.

Może dlatego, że często prułam, a może dlatego, że wciąż dziwnie się czułam po ostatnim przebytym przeziębieniu, czy też grypie - jakkolwiek to zwał.
A może też dlatego, że świat stał się taki dziwny pomimo, że jeszcze całkiem niedawno uważałam, że żyjemy w bardzo dobrym świecie i jakoś się do tego nowego stanu rzeczy jeszcze nie dopasowałam?

Po prostu mój obraz świata runął i nawet druty nie miały mocy, by ten wizerunek uratować.
Druty i robótki zawsze były dobre na wszystko, ale tym razem nie wystarczyły.
Albo w ogóle coś im było, bo mi ciągle mieszały robótkę i często prułam. I to bardzo często wciąż ten sam i ten sam kawałek.

A robótka, którą prułam to właśnie ta na poniższym zdjęciu. Nie napiszę więcej na ten temat, nie pokażę więcej na zdjęciu, bo jest to projekt otoczony głębszą tajemnicą, który będzie obnażony w późniejszym czasie. Na razie tyle mogę pokazać.


Jak już dałam sobie radę z pruciem i dokończyłam tę nieszczęsną robótkę wypadło mi dużo innej pracy. Tzw. papierowej. No cóż taka praca też jest i trzeba ją wykonać. Ale tym razem dała mi ona po kościach. Zmieniałam oprogramowanie, a w takich sytuacjach nie bywa wesoło. I nie dość, że druty wcześniej wykończyły mnie mentalnie, to potem jeszcze te papiery i cyfry, które w żaden sposób nie chciały mi się zgodzić. 
Jakby wszystko postawiło się przeciwko mnie.

Oczywiście i z tej rundy wyszłam zwycięsko, ale z wielkim uszczerbkiem energii.

Co robię kiedy czuję małe poziomy energii?
Łapię za druty, ale na nich musi być obowiązkowo jakaś bezmyślna robótka. Jeśli takiej nie mam to wyciągam jakiś projekt dziergany według wzoru kogoś innego, żeby nie myśleć, nie liczyć, nie planować, nie mierzyć.

Ale tym razem nie miałam czegoś takiego i nie chciałam zaczynać czegoś nowego, bo przecież w Zmaganiach Drutoterapii obiecałam kończyć UFOki. I nie tylko dlatego, że obiecałam, ale też dlatego, że chcę je pokończyć i uwolnić z nich druty nie chciałam zaczynać czegoś nowego.

No nic, wyciągnęłam więc sweterek, w którym miałam jeszcze do zrobienia trochę na gładko rękawów. I tak już się potoczyło, że po kilku dniach odpoczynku psychicznego i robienia tylko lekkich rzeczy rozrysowałam do końca żakard i zaczęłam dziergać dalej rękawy.

Powiem szczerze, że i tutaj się pomyliłam. Okazało się, że wcześniej źle obliczyłam zwężanie rękawa i przed żakardem musiałam trochę pokombinować, żeby zgubić więcej oczek. Ale jak rozpiszę wzór to to poprawię.

Sweterek jest w obłędnym kolorze i robiony jest dwoma nitkami. Jedna to Merino Lace, a druga to Kid Silk. Obie z Austermanna, kupione swego czasu w Biferno.pl.



A jak już sobie odpoczęłam trochę przy dzierganiu tego przemiłego i energetycznego sweterka dokończyłam wzór na wcześniej zrobione już skarpetki.
Tzn wzór był już napisany, ale przy testach i po testach zawsze trzeba jeszcze taki wzór doszlifować. Więc zebrałam się do szlifowania i opublikowania wzoru.

Jak się okazuje nawet przy totalnym psychicznym zmęczeniu można dojść powoli do siebie. Trzeba tylko sobie to postanowić i przede wszystkim dać sobie czas i nie rzucać się w poważne projekty. Wystarczył mi tydzień by zgromadzić w sobie energię i poczuć się ponownie dobrze.


A wzór skarpetek jest oczywiście do nabycia w moim sklepie tutaj  i na Ravelry tutaj.
Obecnie 30% zniżki do końca niedzieli 17 maja.
Szkoda przegapić więc kliknij już teraz i pobierz wzór.

No i na koniec jeszcze Zmagania Drutoterapii.
Tak, nareszcie udało mi się nagrać kolejny odcinek. Długo nie nagrywałam. Dlaczego? Mówię w tych zmaganiach. Pozdrawiam ciepło!
Dziewiarskie zmagania Drutoterapii, część 13

Dziewiarskie zmagania Drutoterapii, część 13

To mamy kolejne Zmagania Drutoterapii.

Jak zwykle ponownie wyszedł dokładnie miesiąc od ostatniego odcinka, pomimo iż za każdym razem zaklinam się, że tym razem będzie częściej. Ale jakoś czas nie stoi po mojej stronie.

Chociaż nie powiem, ostatnio mój czas jakoś przestał pędzić i jakby więcej nadążam w tym samym czasie. Ale być może to dlatego, że jesień, że nie ma pracy w ogrodzie, że pada. Że, że...

Ale z moimi dziewiarskimi pracami i tak się nie wyrabiam. Chcę więcej niż nadążam i nadal nie wiem jak ugryźć ten problem.



Ale póki co zobaczcie kolejny odcinek Zmagań Drutoterapii, w którym bardziej opowiadam o moich planach, niż o tym, co ostatnio zrobiłam.

Tak, bo mało zrobiłam. Raczej więcej pozaczynałam, niż pokończyłam. Ale te robótki, które mam na drutach lada dzień będą skończone. Czyli, mimo iż teraz posucha, to za kilka dni będzie kilka skończonych projektów jednocześnie.

Mam też do obfotografowania zielone skarpetki, które pokazuję w tym odcinku.
No i czapkę, której lekki zarys można zobaczyć na zdjęciu u góry. Trzy pompony, trzy możliwości kolorystyczne. Jest jeszcze czwarta możliwość, pompon włóczkowy.
Ale zobaczymy co z tego wyjdzie.
Okaże się wkrótce na zdjęciach.

Drutozlot 2019 - uczta dla oczu i ducha.

Drutozlot 2019 - uczta dla oczu i ducha.

W ostatni weekend byłam na Drutozlocie w Toruniu.
Nie, tej imprezy nie mogę ominąć. Chociażby dlatego, że to jedyne miejsce, w którym mogę spotkać tak wiele z Was.
Was, które odwiedzają ten blog, które uczestniczą w moich kursach, które oglądają moje tutoriale na YouTube. No i które dziergają moje wzory.

Przez pierwsze dwie godziny po wejściu tylko rozmawiałam. Nie przeszłam nawet połowy sali wystawowej. Ale tak to jest. Każdy Drutozlot to przede wszystkim spotkania.

Spotykałam ludzi już mi znanych w realu wcześniej, a także tych internetowych, których czasami trudno było mi rozpoznać. Ale starałam się.

Starałam się wyłowić z tłumu znane mi ze zdjęć twarze. Inna sprawa, że bardzo często na zdjęciach wyglądamy troszkę inaczej niż w rzeczywistości.

Po dwóch godzinach udało mi się odłożyć na bok moje pierwsze moteczki. Były to te szarości w dolnym prawym rogu. Nowa włóczka skarpetkowa od Agnieszki z 7oczek.


Potem znowu rozmawiałam.
Potem udało mi się odłożyć moje niebieskie moteczki od Doroty z Berenice. Te nad tymi szarymi, po prawej stronie zdjęcia. Nie zmieściły się one najlepiej na zdjęciu, ale są piękne. Na pewno będzie jeszcze okazja je obejrzeć w pełnej krasie.

Dlaczego moje?
O tym przy okazji kiedy pokazywać będę piękno każdego motka.

A poniżej więcej włóczkowych migawek z Drutozlotu.
Oj pięknie było. A włóczki przekrasne. Ach.







A poniżej są wszystkie moje skarby.
A wśród tych skarbów są:
Włóczki z:
7oczek.pl
Berenice
dyedyedone.com
Motkomania.pl
woollala.com
biferno.pl (włóczki Austermanna)
kokonki.pl

Torby:
1. drutozlotowa
2. z kokonki.pl
3. torba od Renaty Bońkowskiej z wyhaftowanym  moim imieniem i koszyczkiem z włóczkami (Bardzo dziękuję!)

Markery od Królowa owca.
Druty SeemKnit z Biferno.pl
Kosmetyczka z kokonki.pl
Miara i licznik rzędów z dyedyedone.com
mydełko od Kasi Miller
Markery od Ani Czajka


Były też guziki, sznurki, szydełka, inne torby oraz inne drobiazgi.
I przede wszystkim mnóstwo dziewiarskich starych i nowych znajomości.

W poprzednie Drutozloty czułam niedosyt rozmów. I co prawda na tym Drutozlocie także nie zdążyłam porozmawiać ze wszystkimi, a z częścią osób tylko przez chwilę. Ale i tak jestem zadowolona.
Za rok postaram się jeszcze więcej wypełnić czas rozmowami, uściskami i achami, i ochami.





W piątek przed Drutozlotem prowadziłam także warsztaty na temat różnych sposobów robienie pięt w skarpetkach.
Nie nie mam moich zdjęć. Za bardzo zaangażowana byłam w pomoc i po prostu nie pamiętałam, żeby zdjęcia zrobić.
Grupa była wspaniała, zwarta, zdolna i zaangażowana. Myślę, że dziewczyny polubiły zwłaszcza jeden ze sposobów robienia pięty.

A jak było na warsztatach możesz zobaczyć tutaj na stronie Drutozlotu na Instagramie:


A dla osób, które chciałyby się nauczyć robić pięty w skarpetach, ale nie mogły być na warsztatach zapraszam do obejrzenia tutaj:
Jak robić piętę rzędami skróconymi?
A tutaj:
Jak wydziergać skarpety od góry z piętą z klapką
Jest to cały kurs dziergania skarpet od góry. Zapraszam.







Zapisz się na newsletter

Zapisz się na newsletter

Dziękuję Ci, że jesteś ze mną, że wspierasz moje działania kupując kursy i wzory w moim sklepie byiwona lub na Ravelry. Albo po prostu oglądasz moje tutoriale na YouTube. Dziękuję. ♥

Wiele dla mnie znaczy, że moja praca nie idzie na marne, że ktoś ją obserwuje i wynosi z niej korzyści. Bardzo mnie cieszy, że ktoś uczy się na drutach właśnie ode mnie, albo wraca do robienia na nich po wielu latach, dlatego, że trafił na moje porady lub na mój Kurs Podstaw robienia na drutach 2.0.

Chociaż czasami na tym blogu wydawać się może, że panuje cisza, to nie znaczy, że ta cisza panuje u mnie. Zazwyczaj pracuję na jakimś nowym wzorem, który pojawi się na mojej stronie Iwona Eriksson Design. Lub też nad nową poradą, która ukaże się na YouTube na moim kanale. Nie zawsze podaję o tym informację tutaj, ponieważ nie starcza mi na to czasu.

Bywam także na innych blogach i czytam, chociaż nie zawsze komentuję. Ach ten czas...


O moich nowych poradach zawsze informuję poprzez mój newsletter. O nowej poradzie na YouTube, nowym wzorze, czy też nowym wpisie z radą lub tylko informacją tutaj na Drutoterapii.

Newsletter wysyłam od czasu do czasu. Nie bombarduję nim skrzynek moich subskrybentów jak to niektórzy robią. Każdego dnia nowy mail. Nie, nie w ten sposób.
Czasami wysyłam wiadomości może nawet zbyt rzadko. Czasami jest to raz w miesiącu, czasami dwa razy. Od czasu do czasu może się zdarzyć, że wyślę co tydzień. Sporadycznie może się udać dwa razy w tygodniu. Ale potem następuje cisza, bo nawet jeśli chciałam powiadomić o dwóch fajnych rzeczach w przeciągu kilku dni, to nad kolejnymi muszę przecież popracować.
A i tobie muszę dać czas, byś obejrzała i przetestowała.

W takiej wiadomości może być przesłana porada na temat techniki dziergania, jakiś ścieg, publikacja nowego wzoru, albo recenzja włóczki, czy drutów.

Warto więc być zapisanym, by od czasu do czasu nauczyć się czegoś nowego i nie zgubić żadnego oczka.

Zapisz się w poniższym formularzu.



Dziewiarskie zmagania Drutoterapii

Dziewiarskie zmagania Drutoterapii

Czyli o tym, że dzierganie nie kręci się tylko dookoła kłębka włóczki. Bo gdyby tak było, nie byłoby dziewiarskich zmagań Drutoterapii.

Z czym zmaga się ostatnio Drutoterapia tak najbardziej? No z czasem. Zmaga się tak bardzo, że nie ma aż tego czasu na dzierganie. Tzn. dziergam, ale to, co muszę, a nie to, co chcę. To znaczy też chcę to dziergać i właściwie nie muszę. Ale właściwie to jednak muszę, żeby w końcu mieć więcej czasu na dzierganie.
Rozumiecie coś z tego?

Bo ja niewiele.
Tzn. nie rozumiem jak to jest możliwe, że czas tak szybko ucieka, że nagle był i nagle go nie ma.

No tak, ale czas uciekał mi bardzo szybko ostatnio, ponieważ nagrywałam dużo filmów wideo.
Oj, bardzo dużo. Pracowałam nad nowym wydaniem Kursu podstaw robienia na drutach. nagrywałam, nagrywałam i nagrywałam. Obrabiałam, przygotowywałam, dziergałam rządki oczek na kurs. Wybierałam włóczki i druty na kurs. Żeby dobrze pokazać, żeby dobrze było widać, żeby dobrze zrozumieć.


Nie ukrywam. Jestem bardzo zmęczona tą pracą, ale jednocześnie bardzo zadowolona z wyniku. Kurs jest piękny, jasny i generalnie bardzo dobrej jakości.

O tym kursie opowiadam między innymi w ostatnich Dziewiarskich zmaganiach Drutoterapii.

Opowiadam też o innych robótkach. O sweterku na kurs Dziergać ze zrozumieniem, który jest skończony. I o jego nieszczęśliwych guzikach.
O innym puchatym sweterku z Merino Lace i Kid Silk, który niestety przeleżał trochę z zaplątanymi nitkami w dodatkowych żyłkach.
O skarpetkach i pięknych nowych blokerach.
I o nowym kursie, z którym się śpieszę, oj bardzo śpieszę. I mam zamiar skończyć go jeszcze w kwietniu.

Opowiadam o dodatkowych tutorialach, które musiałam nakręcić, by Kurs podstaw robienia na drutach dobrze funkcjonował i miał naprawdę dobrą wartość. (Pomimo iż jest darmowy).

Opowiadam o kolorach, które lubię, o egipskich ciemnościach i wiosennym projekcie z ekologicznej włóczki Bio Cotton color z Biferno.pl.

I co ja będę tutaj więcej opowiadać? Lepiej posłuchać samemu i może uśmiechnąć się trochę. Bo mam nadzieję, że ponownie udało mi się wywołać uśmiech na twarzy moim kolejnym podcastem.

Nowa odsłona Drutoterapii

Nowa odsłona Drutoterapii

Nowy rok, nowe możliwości.
Nie, nie robię noworocznych postanowień. Ale czasami robię porządek. Porządek, który już dawno planowałam. Już dawno na przykład chciałam zmienić szablon mojego bloga na taki, który naprawdę będzie mi odpowiadać. Było ich już kilka po drodze, ale z żadnego nie byłam do końca zadowolona. Aż nareszcie znalazłam. Ładny szablon i do tego z pozytywnymi komentarzami na temat ewentualnej potrzebnej pomocy w ustawieniach.

No i nabyłam go, zainstalowałam i tak oto wygląda mój blog Drutoterapia. I taki jego wygląd pozostanie na najbliższe kilka lat. Szablon nazywa się Christina i pochodzi od Karografia.pl.

Jeszcze tylko posprzątam na blogu wśród starych postów, które nic nie wnoszą lub brzydko wyglądają. Blogger bowiem zmieniał wiele razy wielkość zdjęć i niektóre są bardzo małe i nieciekawe. Wiele linków pewnie prowadzi do nikąd, ponieważ zmieniałam miejsca pobytu moich wzorów.
Posprzątać też muszę w kategoriach i pozbierać techniki oraz porady na jedną stronę, by nie trzeba było ich szukać po całym blogu.
Ale to zajmie trochę czasu. Być może cały nadchodzący rok.


Ale teraz o tym, co u mnie na drutach.

Ostatnio pisałam trochę o nadchodzących projektach i moim podcaście w Kolejnych zmaganiach Drutoterapii.
Pokazywałam włóczki z 7oczek i z Biferno, z których będą sweterki.

A do kolejnych projektów na drutach doszła także włóczka od Moniki z Comeragh Yarns and Fibre Ireland.


Zanim zacznę z tej włóczki od Moniki skarpetki (ścieg mam już zaprojektowany), muszę skończyć najpierw poniższy sweter. Jest to sweter rozpinany robiony metodą bezszwową dla uczestników mojego kursu Dziergać ze zrozumieniem
Sweter robiony jest od dołu na drutach z żyłką. Tył i przody robione są w jednym kawałku. Pod pachami dzielimy korpus na dwa przody i tył. Wyrabiamy podcięcie na rękawy, a następnie dekolt. Część oczek zostawiamy na pomocniczych agrafkach.

Na ramionach łączymy przody i tył metodą trzech drutów, którą  można zobaczyć tutaj na YouTube.
Następnie nabieramy oczka na rękawy na wycięciu na rękawy w swetrze i wyrabiamy rękawy od góry w dół.
Na końcu wyrobimy dekolt.

Ja w tym momencie, który jest na zdjęciu przełożyłam oba rękawy na jeden drut z żyłką i przerabiam je oba jednocześnie. Zobacz tutaj na YouTube jak za pomocą magic loop można robić dwa rękawy lub dwie skarpety jednocześnie. 


W tej chwili mam tylko połowę rękawów i dekolt do końca. No i oczywiście na końcu rękawów i przy dekolcie nakręcać będę film na kurs Dziergać ze zrozumieniem.

A jak skończę ten kurs to będę robić skarpetki i ten poniższy sweter z tego pięknego merino z Zagrody.
A potem mam także włóczki z poprzedniego wpisu, z których także mam zaplanowane piękne robótki. Ale któreś z nich muszą poczekać w kolejce. W tej chwili wybieram to, co da się skończyć najszybciej.

I dobrze, bo niedobrze, jeśli z powodu robótkowego wyścigu miałby zjeść mnie stres. W końcu mówimy tutaj o drutoterapii ☺☺☺

A ile ty masz projektów w trakcie?





Barcelona to także piękne włóczki.

Barcelona to także piękne włóczki.

Barcelonę znamy z tego, że jest to bardzo popularne miasto wśród turystów. Sagrada Familia, Gaudi, La Rambla, Parc de la Ciutadella, Born to tylko niektóre atrakcje, z którymi kojarzy nam się Barcelona.

Ale dla nas dziewiarek i tak najważniejsze są włóczki i będąc w Barcelonie odwiedzamy włóczkowe sklepy.

Ja na przykład specjalnie pojechałam do Barcelony na dwa dni po włóczki. Ale to "niebylejakie" włóczki, ale włóczki ręcznie farbowane.

Ostatnio w rękodziele dzieje się tak, że im rękodzieło jest bardziej ręczne, tym bardziej jest doceniane przez osoby, które potrafią to docenić. (Bo wiadomo jest nam rękodzielnikom, że z tym docenianiem to bardzo różnie bywa, ale to jest już inny temat).

Więc ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że włóczki przecież - niekoniecznie już ręcznie przędzione można barwić ręcznie na wymyślone przez siebie kolory. I tutaj tylko wyobraźnia stawia granice. Od kilku lat więc włóczkowe czarownice gotują w wielkich garach różne niteczki przetwarzając je w nieziemsko kolorowe moteczki.

My dziewiarki możemy się potem w nie zaopatrzyć we włóczkowych sklepach, ale można np. też pojechać sobie na włóczkowe targi takie jak DrutozlotEdinburgh Yarn Festival czy też Barcelona Knits.

W miniony weekend byłam właśnie na hiszpańskiej włóczkowej imprezie Barcelona Knits. Jak każde podobne włóczkowe wydarzenie niesamowite przeżycie. Mnóstwo miękkich moteczków do przytulania i kupowania. I te wspaniałe i ciepłe spotkania pomiędzy dziewiarkami.

Spotkałam tam kilka naszych polskich dziewiarek, kilka internetowych znajomości, które stały się znajomościami w realu, no i poznałam mnóstwo nowych ludzi. Po prostu włóczki i dziewiarstwo łączy w niesamowity sposób. Dlatego tego typu spotkania są bardzo potrzebne.

Naoglądałam się co niemiara, namacałam, nadotykałam, pomiziałam, poprowadziłam wewnętrzne walki z sobą co kupić, a czego nie kupić. Decydowałam, wracałam, przytulałam, odkładałam. Aż w końcu trafiły do mnie te poniższe oto moteczki. Hiszpańskie, polskie i irlandzkie.

Dość szeroka barwa kolorystyczna. Przede wszystkim merino, ale także w mieszankach z jedwabiem i kaszmirem, czyli to, co ja najbardziej lubię.


Oczywiście było mnóstwo innych włóczek, które mogłam przygarnąć, ale stwierdziłam, że wspaniałomyślnie pozostawię je innym. W końcu nie wszystkie kolory mi podchodziły, a i inne torby nie mogły wyjść z tych targów puste. 




Można było zaopatrzyć się także w takie jak poniżej przydasie, torebki, markery, miarki, guziki i inne drobiazgi. Miarkę sobie sprawiłam, torebki, chociaż przecudnej urody pozostawiłam innym. Podobno pod koniec targów na tym stoisku było raczej pusto. Nic dziwnego - takie słodkie maleństwa zawsze znajdą torebkę, z którą mogą się zaprzyjaźnić. 






I tyle z Barcelony. Oczywiście można ba opowiadać jeszcze więcej, ale zdjęcia mówią same za siebie. A jeszcze więcej zdjęć można obejrzeć u mnie na Instagramie.


Od Drutoterapii do bardziej znanej Drutoterapii.

Od Drutoterapii do bardziej znanej Drutoterapii.

Kiedy w 2009 roku zakładałam ten blog nie sądziłam, że Drutoterapia stanie się tak popularna, jak jest dzisiaj.
Po prostu poczułam wtedy, że chcę pisać o tym, co robię na drutach, by bardziej odważyć się więcej robić i przede wszystkim być dumna ze swojego hobby. Bo bywało różnie. Nie znałam nikogo kto by robił na drutach w moim otoczeniu i gdziekolwiek poszłam tylko ja wywijałam drutami.
Nie zaczęłam pisać po to w każdym razie, by zrobić drutową karierę.

W momencie kiedy zaczęłam prowadzić tego bloga objawił mi się inny świat. Zaczęłam poznawać mnóstwo podobnych blogów i podobnych do mnie dziewiarek. Fascynacja rosła, zainteresowanie pogłębiało się i coraz bardziej się angażowałam.

Z tego zaangażowania w 2010 roku powstał mój pierwszy opublikowany wzór Mitenki streetwear.
Potem wzory się posypały. Nie, wcale nie jak z rękawa i nie były one doskonałe, ale powstały wzory na czapki, na chusty, a nawet na proste sweterki.



Dwa lata później narodziła się moja sztandarowa chusta Efekt Motyla. Której wzór jest nadal lubiany i dziergany. A ja noszę się z zamiarem poprawienia go do wersji 2.0. Czyli Efekt Motyla 2.0. Tak, by ten wzór był jeszcze bardziej czytelny. Ale na razie muszę pokończyć kilka moich innych projektów.



W 2012 roku opublikowałam mój Kurs podstaw robienia na drutach. W którym od samego początku jego istnienia uczestniczyło już ponad 6 tysięcy osób. I nadal niemal każdego dnia zapisują się na niego nowe osoby.

W 2013 roku ujrzał światło dzienne mój kurs dla zaawansowanych: Dziergać ze zrozumieniem, do którego w ubiegłym roku był dodany sweter raglanowy dziergany od góry. A jeszcze do końca tego roku uzupełniony on będzie o sweter dziergany całkowicie bezszwowo.

W między czasie powstawały nowe wzory. Czasami więcej, czasami mniej. We wzory te można zaopatrzyć się na mojej stronie na Ravelry. A także w moim osobistym sklepie by iwona w języku polskim, z polskimi tradycyjnymi płatnościami. Wzory są oczywiście pisane w języku polskim, ale także i angielskim.

Po drodze powstały jeszcze dwa kursy skarpetkowe. Skarpety robione od dołu. Jak i skarpety robione od góry  także do nabycia w moim sklepie na stronie z kursami, z odnośnikami do tutoriali tych kursów na YouTube.

Przez niemal cały ten okres spotykamy się w weekendy na Spotkaniach robótkowych online, na moim kanale na YouTube, na Instagramie, a także na mojej obecnie firmowej Na Facebook, jak i www IwonaErikssonDesign.

W tym czasie udzieliłam kilku wywiadów, z których ostatnie można zobaczyć na stronie woolniej.pl oraz Telewizji Imperium, razem z Biferno projektowałam kolory włóczek, prowadziłam warsztaty na Drutozlocie. A ostatnio Drutoterapia miała zaszczyt stać się patronem medialnym dwóch książek wydanych przez wydawnictwo RM. Druty od A do Z i Szydełko od A do Z.
Książki są bardzo dobre do nauki robienia na drutach, jak i szydełkowania zarówno dla osób początkujących, jak i już trochę zaawansowanych.
O książkach napiszę wkrótce trochę więcej.



No i Drutoterapia od początku, do dzisiejszego dnia spełniała swoją najważniejszą rolę czyli drutoterapię. Drutoterapia uczy robienia na drutach, przypomina o robieniu na drutach, inspiruje i daje gotowe rozwiązania w postaci wzorów. A wszystko po to, by ta sztuka rozwijała się i spełniała naprawdę swoją terapeutyczną rolę.

Od czasu do czasu otrzymuję wiadomości, od osób, które dzięki moim działaniom powróciły do robienia na drutach, albo udało im się wydziergać pierwszą pracę i to daje mi wielką satysfakcję.

Dziękuję Ci, że jesteś ze mną, że wspierasz moje działania kupując kursy i wzory w moim sklepie byiwona lub na Ravelry. Albo po prostu oglądasz moje tutoriale na YouTube. Dziękuję. ♥

Aby niczego nowego nie przegapić zapisz się proszę poniżej na mój newsletter.

Ratunku zimno - potrzebne mitenki.

Ratunku zimno - potrzebne mitenki.

I nie tylko mitenki. Ale więcej ciepłej odzieży robionej na drutach.
Ale najpierw o mitenkach.

W ubiegłym tygodniu zaproponowałam wydzierganie mitenek w mojej grupie Druty dla początkujących i lekko zaawansowanych na FB.
Tak mnie naszło, no bo jesień i na pewno na mitenki czas. Sama chciałam dziergać, bo ja jak szewc - bez butów chodzi, czyli bez mitenek. Mam tylko dwie pary, a właściwie to jedną parę, bo ta druga, która była pierwszą, wydziergała się za duża już od samego początku.

Chciałam dziergać, ale u mnie chcieć, to nie znaczy móc. Oczywiście, że mogę, nikt mi nie broni, ale czy powinnam zaczynać kolejną robótkę?
Jeśli oglądałaś mój ostatni podcast na YouTube, który był jednocześnie moim pierwszym z nowej serii to wiesz, że mam całe mnóstwo pozaczynanych robótek. Miały też być skarpetki, o których nie wspominałam, więc rozpoczęcie jeszcze jednej byłoby czymś w rodzaju dziewiarskiego samobójstwa.

Z tym, że rano było naprawdę zimno. Na porannym spacerze z Eltonem było 6,5 stopnia i łapki mi zmarzły. Mogłam wziąć moje stare mitenki, ale fajniej by było mieć nowe.
Już na spacerze planowałam z jakiej włóczki będę dziergać. Wybór padł na 3 różne Katie. Dlatego, że włóczka jest grubsza i z takiej wydziergają się szybciej.

Dokładnie nie wiem jeszcze w jakim będą kolorze.
Chociaż dobrze. Przyznam się. Mam już zaplanowane dwie pary - i do jednej z par czapkę. Tylko głośno nie mówię, bo znowu mi z planów nic nie wyjdzie. Nie zdążę, nie wyrobię się, jesień, a nawet zima minie. A ja nie wydziergam ani mitenek, ani czapki, nie wspominając już o napisaniu do nich wzoru.
Ani nawet nie skończę niczego, o czym mówię w podcaście.



Skończyłam też ten jasno-niebieski sweterek, o którym mówię w moim podcaście, więc zwolniło się miejsce na dzierganie czegoś nowego.
Co prawda zaczęłam ponownie dziergać to czerwone, ale może do jutra skończę? A jak nie skończę? To po prostu nie zacznę dziergać mitenek i tyle. Postaram się najpierw skończyć.
Naprawdę najpierw wydziergam to czerwone z drutozlotowej włóczki, a potem będą mitenki.

A u was co na drutach? Dziergacie może też mitenki? Albo coś innego jesiennego?
Copyright © 2016 Drutoterapia , Blogger