Dzierganie i powidła śliwkowe


Ostatnio oscyluję pomiędzy dzierganiem i powidłami śliwkowymi. Nie wiem, którego więcej - chyba śliwek. Jestem zasypana śliwkami - mimo iż poprzedniej jesieni drzewo śliwkowe zostało bardzo dokładnie przycięte.
Powidła śliwkowe są jednak jednym z moich ukochanych pożywień więc smażę, wkładam do słoiczków i nasycam się widokiem mojej pracy.

Nasycam się także widokiem mojego sweterka, który nareszcie zaczyna coś przypominać. Ozdobny w nim kant uważam bardzo mi się udał. Robótkę prułam kilka razy - wzór przerysowywałam, przerabiałam, poprawiałam - aż ostatecznie udało się - teraz jeszcze tylko połowa przodów (robię oba od razu na drutach z żyłką) i witaj wspaniała chwilo...!
Niedługo już będę mogła narzucić na druty coś nowego.

Bardzo lubię te chwile kiedy robótka jest gotowa a na zwolnione druty wędrują nowe niteczki.