Wszędzie są poncza

Ostatnio wszędzie widzę poncza. Krótkie, długie, małe, wielkie, kolorowe, jednobarwne, krótkie, albo bardzo długie poza kolana.

Postanowiłam więc i ja mieć ponczo (mam jedno, ale nigdy go nie nie noszę, bo właściwie to nie wiem dlaczego... chyba nie umiem nosić tej części garderoby).
Ale chyba postanowiłam się nauczyć skoro robię sobie kolejne a i pomysł mam na co najmniej jeszcze jedno...

Tym razem zaczęłam dłubać lekkie ponczo - takie na lato, żeby narzucić na ramiona w jakiś lekko chłodny wieczór, lekko chłodny ponieważ jak jest chłodny to ja potrzebuję coś bardziej ciepłego i po prostu grubego. W Szwecji wieczory są raczej bardzo chłodne, ale może jak gdzieś pojadę, albo nawet w dzień będzie jak znalazł...

Ponczo jest z jedwabiu Maharaja Silk w kolorze Flamenco, którego kolory zaprojektowałam w ramach współpracy z Biferno. W jednym z tych zaprojektowanych kolorów zrobiłam chustę Sorberry, a kolor Campoamor nadal czeka, bo letnia bluzeczka, którą zaczęłam z niego robić została spruta - to nie było to, co mi pasowało...

Ale wracając do poncza - ono sobie tak rośnie z tego jedwabiu na drutach 3 mm i może rośnie powoli, ale aż tak bardzo mi się z nim nie śpieszy. Jest to robótka typu - na wynos, którą biorę ze sobą w drogę - do dziergania w samochodzie, poczekalni, na ławce w parku - gdzie nie trzeba liczyć oczek i tylko dłubie się do przodu...

Chociaż już trochę go jest - więcej niż połowa i do lata skończę na pewno :)

Uwielbiam dłubać z tej włóczki choć jest cienka - jest miła w dotyku i to po prosu jest bajka na drutach. Kolory są do tego energetyczne, zmieniają się niemal w każdym rządku i dlatego robótka pomimo ściegu gładkiego nie jet wcale monotonna.

Zobaczcie zresztą na zdjęciach - prezentuje się cudnie :)