Znowu dziergam...


A ja po szaleństwach wężykowych znowu dziergam... - tym razem skarpety. Takie trochę kolorowe.
I powiem, tak powiem to: czuję się z tym wspaniale.
Nie ma to jak drutoterapia - łagodzi podwyższone wężykami poziomy adrenaliny, uspokaja....

Bo tak to jest z tym dzierganiem - zawsze, ale to zawsze do niego wracam... :)
Co nie znaczy, że nie wróce do koralików - no bo troche ich znowu zamówilam... ;)