Najpierw prułam, teraz cięłam....

Poprzednio pisałam o tym, że pruję.
Poprułam i dalej jestem w destruktywnej fazie więc teraz tnę.
Pocięłam podkoszulki.
A potem szydełkowałam z nich...

Niestety - końca nie będzie na razie - zabrakło podkoszulkowej włóczki. A i nie ma też czego ciąć...

I tak oto muszę znowu czekać, zresztą Elton też, bo to ma być koszyk na jego zabawki....
Chyba, że znowu małżonek zaleje czerwonym winem T-shirta podczas kolacji.... ;)